Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Przecznica. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Przecznica. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 3 lutego 2014

W Izerach śniegu nie ma już (ale to nie oznacza wiosny)

Rozglądaliśmy się za zimą pierwszego dnia lutego. Poniżej kilka zdjęć z poszukiwań zimy w okolicy Przecznicy (trasa drogą polną i łąkami z Przecznicy do Lasku). Co ciekawe - tego dnia było bardzo wietrzenie w Przecznicy, a np. w sąsiednim Rębiszowie była  już cisza i spokój. 






już wiemy, gdzie jest pewien zielony domek - rzut beretem!
widok na Gierczyn - zdjecie zrobione przy jednym z punktów widokowych (nr 3)  w Lasku, na trasie "Śladami dawnego górnictwa kruszców"  
znalezione na pieńku w Lesie Rębiszowskim -  takie rzeczy w lasach tylko na Dolnym Śląsku...

niedziela, 12 stycznia 2014

Dłużec - tam i z powrotem, wczoraj

...3 D ;) (bez popcornu i coli)

w drodze tam - jedne z wielu ruin w górnej części Przecznicy

nie wiadomo co, ale wybudowane przez/ dla? H&V w 1928 roku
widoczek już powyżej ostatnich ruin - piękny widok na zamek Gryf (a u jego stóp Naftalina:))



a tu już z powrotem - w okolicy Blizbora
ps. a wieść niesie, że inspiracją dla J.R.R.Tolkiena przy tworzeniu postaci czarodzieja Gandalfa Szarego był Duch Gór (być może ten "nasz")...
ps.2. to była wycieczka Uczestnika.

poniedziałek, 30 grudnia 2013

Wpis na koniec roku

 Najpierw życzenia (bo zaraz zapomnę): z okazji zbliżającego się Nowego Roku życzę wszystkim blogowym czytaczom oraz  blogującym, aby kolejny rok był lepszy od mijającego, aby dał nam więcej sił do zmagań z remontami naszych ruder, dużo samozaparcia oraz oczywiście końskiego zdrowia do tego i odkrycia pękatego worka z "markami i złotem", (aby te remonty szybko poszły do przodu;)). A teraz spieszę donieść, że końcówkę świąt, pomimo choróbsk targających naszą młodzieżą, spędziliśmy w okolicy okołoruderyjnej. I jak zwykle okazało się, że strefa najlepszych zakupów klimatycznych drobiazgów do domiszcza to komis w Mirsku,  (oj, można tu czasem na coś niesamowitego trafić) oraz Naftalina (chyba uzależniłam się od jej zapachu;)). Kiedyś w kuchni na ścianie zawiśnie działający młynek do kawy (wcześniej znajdował się od zawsze w pewnym szachulcowym domu w Mściszowie) firmy Zassenhaus jak się okazało po oczyszczeniu rączki. Gdy go dostaliśmy, wyglądał tak:
młynek przed...
...i po oczyszczeniu oraz uzupełnieniu ubytków (pracą nad młynkiem zajął się Uczestnik i już niestraszna nam perspektywa renowacji szafy po panu Oswaldzie;)) 

Uczestnik wybrał się na krótką wycieczkę w okolice góry Kamienicy, a ja wybrałam zdjęcia z wycieczki, które najbardziej mnie urzekły (zima nawet bez śniegu jest piękna w górach):
tradycyjnie, jak co roku o tej samej porze zdjęcie "domu z pałkami", czyli dawny Haus Toninga w Przecznicy
powyżej wsi - słońce przebijające się przez chmury
a tu:)?
p.s. cały czas namiętnie przeglądam strony z ofertami sprzadaży domów w okolicy, zauważyłam,że do sprzedania jest sporo domów - dawnych ruder, wyremonotowanych mniej lub bardziej powabnie i zastanawiam się, co się dzieje: ludzie poświęcają dużo czasu, energii i środków na uratowanie domu i...bach! zapada decyzja o sprzedaży. Zastanawiam się dlaczego ludzie decydują się na sprzedaż - problemy zdrowotne? osobiste? czy wieś jest jednak zbyt mało sielska-czarodziejska?Pewnie to wszystko i masę innych powodów...Dobrze, że rudery odratowane:)

sobota, 21 grudnia 2013

Skromne wieści z Ruderii

Mamy zapowiedź finału kablowej afery (tu info jak to się zaczęło i o co chodzi) w postaci pisemnego zapewnienia od dostawcy prądu o spełnieniu naszych roszczeń (chwilę trwała wymiana listów). Zobaczymy czy zapewnienia się ziszczą...Oto one:

pisownia, niestety oryginalna. Z ostatnim zdaniem niezmiennie się nie zgadzamy.
A co poza kablową aferą słychać w Ruderii? liczę, że za pół godziny otrzymam pierwszy raport od Uczestnika, który powinien być teraz na trasie Jelenia Góra-Świeradów-Zdrój (via Pasiecznik, Janice-ale  pięknie odremonotowany domek tam jest, niczym z bajki! Grudza, itd). Jest też smutna wieść - w stodole ruderyjnej na przełomie sierpnia/września wziął i zdechł sobie czyjś kot. To nie pierwszy kot, który wyzionął w Ruderii ducha (tu wpis o pierwszych kocich mumiach). Czy w domu jest zła energia? Hmm, w domu czuję się bardzo dobrze, tylko samotne noce napawają mnie lękiem, ale w nocy wszystko jest inne...
Ach i okazało się, że Uczestnik wygrał nastrojową pocztówkę w konkursie zorganizowanym przez Karkonosze na dawnych pocztówkach.
Oto i pocztówka - dziękujemy!

niedziela, 6 października 2013

Lubię październik

Lubię go, to jest jeden z moich ulubionych miesięcy. W październiku widać ostatnie podrygi witalności w przyrodzie. Jest kolorowo, spadają kasztany i czerwone liście. W październiku następuje ostatnie koszenie trawy w Ruderii. Jest to ostatni kolorowy okres tuż przed czasem smutku w przyrodzie i szarością. Podczas trwającego jeszcze weekendu  w końcu udało mi się zwiedzić Naftalinę. I zakochałam się tam w kilku starociach, w tym w starym chlebaku. To było nasze malutkie, odległe marzenie - mieć kiedyś w Ruderii stary chlebak. Niestety rodzin na wsiach dolnośląskich nie mamy (tzn. mamy, ale takich dość nowych osiedleńców) i żadne z nas nie odziedziczyło po nikim chlebaka (ani po Niemcach, ani z innych części Polski). Jasne, można kupić na giełdzie staroci, która co miesiąc odbywa się we Wrocławiu. Zazwyczaj tam nie chadzamy, odnoszę wrażenie, że i ceny są tam dość mocno zawyżone. Przyznam się, że i zakupów na portalach aukcyjnych nie czynię (chyba, że książki) - zaufanie mam minimalne, poza tym  lubię obejrzeć czy dotknąć to, co zamierzam kupić. Chyba najgorszy typ klienta, hihi. Ale do rzeczy: jeden z naftalinowych chlebaków jest nasz:
W Ruderii byłam tylko parę godzin - wybrałam wór marchewki i uratowałam resztki przemarzniętych cukinii. Papryka nie zniosła przymrozków, za to poziomki i mięta twardo kwitną. Z cebulek nici, z pietruszki też. Pigwowiec japoński z roku na rok ma więcej owoców, żurawina o dziwo też. Irga też pięknie owocuje:

Winobluszcz w tym roku sięgnął dachu. Pamiętam jak jeden z sąsiadów, parę lat temu  na Festiwalu Izerskim odbywającym się na przecznickiej łące, zachęcał nas do posadzenia tej roślinki przy domu. Sam ma chyba cały dom już porośnięty winobluszczem.

winobluszcz rozrasta się w wielu kierunkach - oprócz porastania ścian budynków, pełza po gruncie i tworzy sam z siebie zielone ściany, ta już przerzedzona i czerwieniejąca.
Na grzybach  nie byliśmy, ale ponoć jest ich dość dużo w okolicznych lasach. Grzybiarzy też. I właściwie to już koniec wpisu - następny będzie o minerałach.


sobota, 31 sierpnia 2013

Gdy nas nie było, to...

...to przedstawiciele zakładu energetycznego bezprawnie położyli kabel na terenie naszej posesji. Robią przyłącze dla sąsiadów spod nr 54. Zdewastowali murek. Uczestnik właśnie przyjechał znad Jeziora Sławskiego (tam też mamy dziuplę) z naręczem żarnowca, żeby murek nim obsadzić. A dlaczego bezprawnie? Ano nikt nas nie zapytał o zgodę, nie zaproponował rozwiązania, nasz murek został zdewastowany i do tego  na nim został położony kabel. Cudownie...
Zapytacie co na to sąsiedzi, ci zainteresowani, do których posesji idzie prąd? Ach, nie wiedzą nic. Kompletnie. Udało się nam ustalić, że rzecz miała miejsce przedwczoraj (tę wieść przekazał Uczestnikowi przechodzący miejscowy pan).
No nic, zaraz zabieram się do roboty...Nie muszę dodawać,że furia  mną targa na boki i zaraz chyba pęknę od jej nadmiaru.
A co ciekawe podczas ostatniego pobytu, w niedzielę (sic!) wyrywałam z murku co większe chwaściory, żeby zrobić grunt Uczestnikowi pod wsadzenie żarnowca...Sąsiad spod nr 54 przyniósł Uczestnikowi jeden z krzaczków żarnowca, które zasadziłam na murku w zeszłym roku, reszty nie ma, trzemieliny i irgi też nie ma...Na rogu murek jest doszczętnie zniszczony i ogrodzenie od frontu w związku z tym (na murku są wylane fundamenty ogrodzenia) grozi uszkodzeniem...

niedziela, 25 sierpnia 2013

Ostatni, szybki rudering

To był nieplanowany wyjazd - decyzja podjęta ok 10:30 rano w sobotę przy porannej kawie. Jedziemy? Jedziemy! (czasami, gdy się nie wstydzimy, wyznajemy sobie  z Uczestnikiem nawzajem ogromną tęsknotę, jaka nas trawi za domem, gdy przebywamy w mieście, ale o tym sza! Kto ma podobną sytuację, ten wie o co chodzi :) ) No dobrze - spakowaliśmy niezbędne minimum (tym razem nie wzięłam ze sobą syropu przeciwgorączkowego, ani syropu łagodzącego objawy alergii, a akurat podczas tego wyjazdu bardzo przydałyby się te specyfiki...), władowaliśmy się do staruszka i wio! Dojechaliśmy, Uczestnik poddał się rozkoszom koszenia otoczenia posesyji, a my - ja, młody i młoda - udaliśmy się w stronę kopalni Anny - Marii. Młody jeszcze jej nie widział. Obejrzeliśmy to, co dało się obejrzeć i ruszyliśmy leśną drogą, przecinającą Prochową, w kierunku przeciwnym do wsi. Uznaliśmy, że prowadzić będzie do kolejnej kopalni. I tak też się stało, po przejściu kilkuset metrów doszliśmy do kolejnego obiektu na trasie "Śladami dawnego górnictwa kruszców"
dzieci idą drogą z Prochowej, młoda trochę zmęczona
z drogi między kopalniami  widać Tłoczynę
i jest drogowskaz! pokazuje drogę do Anny Marii i drogę do kolejnej kopalni
znaki pojawiające się na trasie co jakiś czas przypominają, że dobrze idziemy
w bliskim sąsiedztwie kopalni widoczne są murki ułożone z kamieni wybranych przy eksploatacji kopalni
kopalnia Fryderyk Wilhelm (wcześniej sądziłam, że to kopalnia "Trzej Bracia)
ze względów bezpieczeństwa i tu są kraty
Pokręciliśmy się, znaleźliśmy podgrzybka, pióro drapieżnika i pora wracać do domu. Ale nie tą samą trasą tylko w dół i do szosy (właśnie od strony szosy znałam dotychczas dojście do tej kopalni).

Schodząc, już na szosie natknęliśmy się na prawdziwy "skarb":



 Co było potem? poszliśmy na coroczny festyn do świetlicy (zapomnieliśmy, że odbywa się w tę sobotę), dzieci przez chwilę się pobawiły (no, dobra, pobawiła się młoda, bo młody, gdy nie zna dzieci, dziczeje), dostały słodycze i upominki, ja przytachałam wiaderko, i poszliśmy do domu. Na ognicho:




Poczekaliśmy na wschód księżyca i uciekliśmy do domu. Wieczory, poranki i noce są już chłodne.


 Poza dzisiejszymi epizodami chorobowymi u dzieci  wyjazd był udany.

poniedziałek, 29 lipca 2013

Krótko, gorąco i intensywnie

Taki, jak w tytule, weekend za nami. Przejechane naszym prastarym "szerszeniem" ponad 400 km i wszystko to mniej więcej w obrębie Dolnego Śląska. Piszę "mniej więcej", bo zahaczyliśmy również o okolice Jeziora Sławskiego (od piątku do soboty), od sobotniego wieczora do niedzielnego byliśmy w Przecznicy. A w Przecznicy jak wszędzie gorąco, tylko w domu nie. Uff, nasz wielki stacjonarny termos działa ! Uczestnik doczyszczał nadsuficie i na poddaszu niestety nie było chłodno. Młoda taplała się w wodzie (w sobotę w Jeziorze Sławskim, w niedzielę pozostała jej wanienka oraz basenik u sąsiadów). Ktoś z czytelników być może pamięta, że mamy też młodego, a o nim cisza w ostatnich wpisach. Uspokajam: jest, ma się dobrze, z tym, że przebywa obecnie u rodziny w dalekim kraju, wróci wnet. To tak w skrócie, a poniżej tradycyjnie kilka obrazków z pobytu w Ruderii, króluje na nich Jagoda:


przygotowania do upalnego dnia - smarowanie kremem z wysokim faktorem

namaczanie Jagody

po namaczaniu nr 2, zrealizowanym w baseniku u sąsiadów
drugie życie szklanych "śmieci"- efekt dzisiejszych warsztatów decoupage u sąsiadki naprzeciwko

wtorek, 23 lipca 2013

Krótko o tym, co można zauważyć podczas poszukiwania gniazda kani

Parę dni temu Uczestnik wybrał się do Ruderii - wyczyścił nadsuficie (czyli przestrzeń pomiędzy sufitem w kuchni a przyszła podłogą na piętrze) z resztek prastarej gliny:


 i w przerwie wybrał się na poszukiwanie gniazda kani. Gniazdo znalazł, ale nie uzyskał jeszcze pewności, jaki ptak jest właścicielem gniazda. Podczas poszukiwań natknął się na kozaka (grzyba ;)), fantazyjne piórko:) i czarne bociany. Kani tym razem nie udało się spotkać.


czarne bociany  kołowały dość wysoko

 No i jest krótko :) Na koniec jeszcze wspominki z "babskiego" pobytu w domu:






niedziela, 21 lipca 2013

Geopark jest już w Przecznicy

Gdy ostatnio przebywałam w Przecznicy, okazało się, że już jest - geopark "Śladami dawnego górnictwa kruszców" obejmujący dawne kopalnie i pozostałości po działalności górniczej w Krobicy, Kotlinie, Gierczynie i Przecznicy. Co wydobywano niegdyś w tych miejscowościach? cynę, potem niektóre kopalnie wykorzystywano wtórnie do wydobycia rud kobaltu (tu wpis o Przecznicy). Jadąc kilkukrotnie przez Gierczyn i dalsze miejscowości do Świeradowa - Zdroju, do Mirska i z powrotem tylko dwa razy natknęłam się na tablicę informującą o geoparku (w Krobicy jadąc od Świeradowa - Zdroju i w Mirsku jadąc od strony Proszówki). Nie zauważyłam żadnych znaków, strzałek, które wskazywałyby, gdzie w danej miejscowości należy udać się na zwiedzanie. Dobrym przykładem oznakowania atrakcji turystycznych jest miejscowość  przed Kaczorowem jadąc od Wrocławia - mam na myśli Mysłów. Oznakowanie jest doskonale widoczne z głównej drogi i zachęca do zwiedzania. Jeszcze bity tydzień temu oznakowań podobnych na terenie geoparku nie widziałam. Może to się już zmieniło? Byłoby dobrze, bo w przeciwnym razie ścieżki wytyczone i oznakowane przez geologów mogą zarosnąć...a gmina i jej mieszkańcy  nie skorzystają z tego potencjału turystycznego. Wieści gminne niosą, że uroczyste otwarcie geoparku miało miejsce 13 lipca, czyli tydzień temu. O, gdy przejeżdża się przez Gierczyn rzuca się w oczy wagonik górniczy stojący obok przystanku autobusowego w centrum wsi. Czyli w Gierczynie widać, że jakąś atrakcję turystyczną - górniczą posiada. Ale gdybym nie znała lokalizacji kopalni Anny - Marii w Przecznicy, nie wiedziałabym, gdzie się kierować (tablica, skądinąd   ładnie wykonana, z merytoryczną treścią widoczna jest, gdy zmierza się z góry wsi, a nie odwrotnie...). Dobra, to moje nieco krytyczne uwagi laika, staram się patrzeć okiem turysty (i nie ma tu nic do rzeczy, że w swej edukacji zahaczyłam o turystykę). Pewnie gmina postawi te znaki i zyska na tym. Ale do rzeczy - przecznicką część geoparku zwiedziłam ok 12-10 dni temu  dwukrotnie, niestety zaopatrzona w aparat przy telefonie komórkowym (gdyż stary canon chyba dożywa swoich dni) i to co udało mi się utrwalić poniżej prezentuję, jednocześnie ubolewając nad jakością zdjęć. Gdzie trasa się zaczyna w Przecznicy? na drodze w górę wsi, ale jeszcze nisko - zaraz za posesją sołtysa, a przed zielonym domem . Tam stoi tablica i wiedzie ścieżka do pierwszego punktu na tej trasie:


to fragment tablicy, znajdującej się na początku przecznickiej trasy


 Następnie ścieżka prowadzi nieznacznie w górę, gdyż kopalnia Anna Maria zlokalizowana jest na niewielkim wyniesieniu Prochowa (niem. Pulverberg). Poniżej fragmencik ścieżki, która momentami sprawia wrażenie ścieżki dla hobbitów:

gdy na drzewach ujrzymy powyższe znaki - jesteśmy na miejscu, czyli...




Tyle zawartość tablicy - pora na obiekt:

Opadowa znajduje się na brzegu nieużytku (zdziczała polo - łąka), który musimy przejść, żeby dostać się do zalesionej Prochowej i kopalni. Szlak, oznaczony na drzewach, prowadzi wokół  ścisłego szczytu Prochowej, warto go przejść, widoczne są skały oraz ułożone łupki, których pewnie ogromne ilości były wydobywane wraz z rudą z kopalni. Zresztą,  łupka jest naprawdę dużo w okolicy. Dość powiedzieć, że murek na tyłach naszego domu jest ułożony z kamieni pochodzących z naszej niewielkiej działki, a podejrzewam, że przy dobrych chęciach drugi taki można by ułożyć. Ze względów technicznych poniżej będą zdjęcia jedynie kopalni, a i tak nie oddają do końca rzeczywistości, która wygląda znacznie lepiej.




no i powrót tą samą trasą (na szagę przez łakę do ścieżki przy opadowej), tyle, że można zejść po schodach:

Czy warto zwiedzić? pewnie,że tak! Żałuję, że jeszcze nie zwiedziłam górniczych pozostałości, znajdujących się w kolejnych wsiach. Ale na pewno to zrobię.
Dla zainteresowanych opisem dalszej części geoparku: link do artykułu sąsiadki :).