Pokazywanie postów oznaczonych etykietą domowe archiwum. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą domowe archiwum. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 25 października 2012

Skrawki plewom wydarte, epilog

Podczas ostatniego samotnego pobytu w Przecznicy Uczestnik wybrał do końca glinę zalegającą jako ocieplenie, na suficie głównej izby. I tym samym zakończył odkrycia plewowe :). Poniżej zamieszczam scany ostatnich już znalezisk:
list napisany przez Oswalda w 1917 r., niestety więcej nie jestem w stanie odczytać
Kolejne znalezisko to kartka okolicznościowa, w fatalnym stanie:

Uczestnik znalazł również fragment pocztówki, niestety nie umiemy zrekonstruować nazwy miejscowości...

A na koniec coś powojennego - pamiętacie takie bilety?


Wszystkie  fragmenty znalezionych w domu skrawków listów, zdjęć itp. zachowamy. Jakkolwiek na nie nie spojrzeć, stanowią część naszego domu i jego historii. Zbieramy pieczołowicie również fragmenty talerzy, itp., znajdywane w tzw. ogrodzie - knuję, że pewnego dnia wszystkie te drobiazgi zamontuję w małej wiszącej witrynce - taka mini ekspozycja stała. 

W sumie znaleźliśmy w plewach  dwa listy Oswalda, fragment nekrologu Pauline (żony Oswalda), następnie kilka zdjęć w lepszym lub gorszym stanie, na których znajdują się przedwojenni mieszkańcy domu, zdjęcie chłopca z tytką wypełnioną słodyczami, pocztówki w różnym stanie zachowania, fragmenty kartek z modlitewnika (?), itp. Pierwszy post z publikacją tych fragmentów napisałam 1 marca 2011 r. (o, tu) i nie sądziłam, że w plewach jest ich więcej! Dobrze, że się myliłam, gdyż  m.in. dzięki publikacji pierwszego listu dowiedzieliśmy się jak nazywał się ostatni przedwojenny właściciel domu, potem jego wnuk nawiązał z nami kontakt (trafiając na bloga po wpisie imienia, nazwiska dziadka i niemieckiej nazwie Przecznicy) i dzięki temu poszerzyliśmy swoją wiedzę o szczegóły dotyczące naszego domu. A jest nasz od czterech lat.

poniedziałek, 17 września 2012

Co znajdujemy po poprzednikach, czyli zastane domowe archiwum

Wraz z kupnem starego domu, kupujemy wszystko to, co kryje w sobie. Dobro i Zło. Zrobiony dach i wilgoć na przykład lub dobry stan budynku i pomieszczeń, ale za to stado śmieci do usunięcia. Może się okazać, że wraz z domem dostaliśmy  staruszka (żywego!) z dożywotnią służebnością (jeśli nie przestudiujemy uważnie wpisów w księdze wieczystej :)). Tak czy siak, otrzymać możemy rzeczy wartościowe (sławetne worki ze spieniężonym dobytkiem zmarłego już dawnego właściciela ukryte w szafie pod prastarą bielizną) i zupełnie bez wartości (jak np. kilkudziesięcioletnie składowisko butelek po alkoholu czy słoiki ze zbutwiałymi przetworami sprzed paru dekad). Prawdę mówiąc, nigdy nie wierzyłam w te village legends o  mitycznych skarbach (jeśli mogę tak to sparafrazować), ale owszem, znam kogoś, kto przez przypadek jakiś tam cenny drobiazg znalazł we własnym domu po pradawnych właścicielach. Gwoli ścisłości: to nie my :). Z drugiej strony, na przykład  prastare słoikowe przetwory mogą dla kogoś stanowić jakąś wartość - np. dla szalonego chemika lub bardziej szalonego amatora takich wiekowych smakołyków (wiadomo, z czasem może dojść do procesu fermentacji kompotu z jabłek...). Może się zdarzyć, że odkryjemy stosik  papierologii w postaci rachunków za prąd w domu sprzed 40 laty, zdjęć z pogrzebu czy zupełnie prywatnych listów, itp. Tak, taki stosik był na naszym strychu. Nie, to nie te strzępy wydobywane mozolnie ze starego ocieplenia, stosik ten dotyczy  powojennych już właścicieli Ruderii. A było to tak: podobno po wojnie  mieszkał tu przez krótki czas jakiś mężczyzna, potem w domu zamieszkała kobieta J. (pozostańmy przy skrótach), która wyszła za mąż za B. I właśnie ich dotyczą te papiery. Wiemy, że dzieci nie posiadali. Wiemy, kiedy zmarli (znaleźliśmy groby na cmentarzu) i mniej więcej na co, a ze stosiku (włożonego do walizeczki) możemy dowiedzieć się nieco więcej o ich życiu. I o takim domowym archiwum dzisiaj będzie. Jest tego dość dużo, nie będę publikować wszystkich rachunków za prąd - a jest ich sporo, pogrupowanych rocznikowo, w kopertach (życzę każdemu takiego porządku w domowych papierach!), nie opublikuję zdjęcia z pogrzebu, ani prywatnej korespondencji (krewni B. żyją), ani notatki służbowej, sporządzonej przez sołtysa, a dotyczącej szkody, jakiej dopuściły się wobec plonów B. i J. zwierzęta jednego z sąsiadów. Nie ukrywam, że lektura jej jest przewyborna :). 
Z jednej strony w tych papierach jest zatrzymany, we fragmentach, żywot ludzi mieszkających w Ruderii,  a z drugiej to  kawałek historii. I jeśli o niej mowa, zacznę od znalezionej okładki "dzieła" (zawartość pewnie poszła z dymem...:)):


Kolejna rzecz, to informacja z apteki:

A tu zdjęcie dziecka (pewnie z rodziny), zrobione na drodze niedaleko domu, lata 70/80-te?

 To jest dokument dot. poszukiwań geologicznych  na terenie pola uprawnego należącego do B. Ciekawe czego poszukiwali tu geolodzy?

Na koniec dzisiejszego wpisu zamieszczam pismo dotyczące, jak podejrzewam, osoby z rodziny J.i B., mieszkającej w innej miejscowości, przypominające czasy  wojny...


I czasem zastanawia mnie jedno:  co pozostanie po nas ?