Dłuższy wakacyjny pobyt w Ruderii dobiegł już dawno końca. Co tam robiliśmy? kosiłam chabazie, plewiłam, potem, gdy Uczestnik do nas dotarł (a dotarł, jak i my-komunikacją publiczną, bo auto padło było na zawsze) zrobiliśmy sobie spacer na grzyby, zakończony totalnym przemoczeniem (deszcz się rozpadał), chwilowym zagubieniem drogi do domu Ale za to zaliczyliśmy hardkorową Huciankę i zejście z niej wprost w nurt Mrożynki, którą przeszliśmy (kto przechodził przez nurt potoku górskiego podczas deszczu w tenisówkach, ten wie, o czym piszę). Grzyby dopisały, a jakże i nasze apetyty na sos grzybowy też:) i do tego przeżyliśmy i nasze wątroby też (nauka zbierania właściwych grzybów w dzieciństwie nie poszła w las). W trakcie pobytu doszła do nas hiobowa wieść o planowanym przez PRI-Bazalt przerabianiu (!) i domyślnym deponowaniu toksycznych odpadów z niemieckich hut na terenie wyrobisk kopalni bazaltu w Rębiszowie (że też innym podmiotom zarządzającym podobnymi kopalniami na Dolnym Śląsku takie pomysły nawet do głowy nie przychodzą! toż to złoto samo pcha się do kieszeni, a środowisko przyrodnicze, obszary Natura 2000, rozwój gminy Mirsk-turystyka, zdrowie mieszkańców oraz turystów to nieistotny szczegół, prawda?). A ja już w myślach mebluję nasz dom i marzę o spokojnym życiu na wsi, z dala od spalin, toksyn i zanieczyszczeń, jakie mam na co dzień w dużym mieście O, naiwności! chyba i grzybobranie będzie ryzykowne, jeśli kadmowo-ołowiany koszmar się ziści...Przytoczę historyjkę z czasów mojej młodości, gdy zamieszkiwałam, jak wielu studentów spoza Wrocławia dom studencki "Słowianka" zlokalizowany na Placu Grunwaldzkim we Wrocławiu (onegdaj był tam puszczony ruch tirowy na Warszawę) - tylko co któryś pokój był wyposażony w lodówkę, zatem część mieszkańców akademika przechowywała swoje wiktuały za oknem w reklamówkach. I pewnego dnia gruchnęła wieść , że jedna z dziewcząt zapadła na pewną chorobę po paru sezonach przechowywania żywności za oknem-okazało się, że ta choroba to... ołowica. Wystarczyło przez jakiś czas potrzymać żywność niezbyt dobrze zabezpieczoną za oknem, gdzie codziennie kursowały tiry...Moja babcia też miała ołowicę - wieloletni pracownik ZNTK w Lubaniu... tak, i pracownicy PRI - Bazalt są narażeni na schorzenia, powodowane za dużym stężeniem kadmu i ołowiu...
A teraz zdjęcia przyrodniczo-antropologiczne z ostatniego pobytu w Izerbejdżanie, jeszcze nieskażone kadmem i ołowiem:
| ślimacza trasa na szosie |
| gdzieś przy wejściu na Sepią Górę (na trasie Uczestnika z przystanku PKS w Świeradowie -Zdroju do Przecznicy) |
| Lubię niebieski! jeszcze nieskażone izerskim kadmem i ołowiem:niebieska huba i młody, a domek powyżej Ruderii zawsze będzie uroczy:) |
| jeszcze nieskażone (chyba): kozaki i jakaś odmiana koziej brody? takie jak te pomarańczowe, ale blado-sinawe są jadalne (mama zbiera) |
| oto stadko: dzieci i ja, zbierająca nieskażone kadmem i ołowiem maliny i/lub jeżyny (to i to można jeszcze zbierać w tym samym czasie w Izerach! oraz poziomki) |
| a to krzesło, prezent-do zrobienia, kiedyś stanowiło wyposażenie pewnego szachulcowego domu w Mściszowie |
ps. czerwony alert w naszym okolicznych miejscowościach wciąż trwa! zamieszczam link do audycji radiowej w tej sprawie: oto link
ps2. miałam również okazję poznać stada zwierząt, będących pod opieką czułej Inkwizycji, tj. konie, stado owiec rogatych oraz najdziwniejsze stadko, jakie widziałam :) Składa się ono z dwóch dużych suk, jednej kozy oraz trójnogiego jagnięcia- kopytne są spsiałe:)
ps2. miałam również okazję poznać stada zwierząt, będących pod opieką czułej Inkwizycji, tj. konie, stado owiec rogatych oraz najdziwniejsze stadko, jakie widziałam :) Składa się ono z dwóch dużych suk, jednej kozy oraz trójnogiego jagnięcia- kopytne są spsiałe:)



