niedziela, 26 listopada 2023

Co robiłam, gdy mnie nie było

 Ostatni wpis (przed reaktywacją) pochodzi z 2016 roku. Właściwie, to od 2013 roku stopniowo coraz mniej pisałam postów. Przyczyna była prozaiczna - wróciłam do pracy (a właściwie zaczęłam nową pracę) po urlopie rodzicielskim. Naturalne stało się to, że czas na pisanie postów haniebnie mi się skurczył i tak to się potoczyło...Ale nie samą pracą i tzw. domem człowiek żyje. Chciałabym napisać o swoim hobby, o którym skrycie marzyłam już od dawna, ale brakowało mi odwagi, wiedzy i chyba tzw. kopa do jego realizacji. Od wielu lat moim marzeniem było robienie  własnego mydła. W ręcznie robionych mydłach pociągało mnie wszystko - a najbardziej chyba to, że można decydować o jego składzie, zapachu  czy kolorze. Pamiętam, gdy byłam w ciąży z synem (a było to już 20 lat temu) przeglądałam któryś z numerów "M jak mieszkanie" - znalazłam tam przepis na łatwe zrobienie własnego mydła w domu Był to przepis bardzo prosty na mydła glicerynowe, chyba z dodatkiem kupnych drogeryjnych mydeł. Wtedy błysnęła mi myśl: a może spróbuję? Czasopismo gdzieś mi przepadło, a ja wkrótce miałam ważniejsze sprawy na głowie niż robienie mydeł. Mijał czas, zapomniałam o swoim pomyśle, ale odwiedzałam mydlarnie i czasami kupowałam ręcznie robione kostki. Nie ukrywam, że ceny były dla mnie zbyt wysokie. Z czasem okazało się, że jesteśmy alergikami i tzw. mydła w płynie bardzo wysuszają nam skórę. Przypomniałam sobie swój pomysł sprzed lat i w swoje urodziny 4 lata temu złożyłam sobie postanowienie, że w listopadzie (urodziny mam w październiku) wezmę się za naukę i zrobię swoje pierwsze mydło. Staram się dotrzymywać obietnic i  zaczęłam czytać blogi mydlarskie, a jest ich na szczęście  sporo! Czytanie ich jeszcze bardziej zmotywowało mnie do działania. Obejrzałam filmik, gdzie pokazano, jak można zrobić mydło w domowych warunkach, nie posiadając wymyślnych i drogich sprzętów. Zamówiłam składniki, kupiłam odpowiedni garnek, blender tylko do mydła i pełna obaw zrobiłam swoje pierwsze mydło:)! Pamiętam, że nie mogłam spać z emocji:) I tak się zaczęło. W czasie pandemii, gdy byliśmy zamknięci w domu, robiłam mydło co drugi dzień:) Teraz robię je znacznie rzadziej. Dodatki do mydeł zbieram w Przecznicy - jarzębinę, pokrzywę, dziurawiec czy inne zioła. Dzisiaj zrobiłam mydło z użyciem odwaru z pokrzywy, wrotycza, rumianku (składniki z Przecznicy) i startych pestek awokado. Okazało się, że nasze domowe przecznickie myszki bardzo lubią moje mydła - kiedyś zjadły całą kostkę:). Poniżej trochę  zdjęć moich mydełek. Może kogoś to zainspiruje:)?

 































9 komentarzy:

  1. Masz się czym pochwalić, mydła są przepiękne, szkoda, że nie da się ich powąchać przez internet.
    Wyglądają jak desery lodowe do natychmiastowego spożycia. Nie dziwię się przecznickim myszom, sama bym ugryzła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zdjęcia do tego wpisu wyszukiwałam na swoim koncie, Google zakwalifikował je jako jedzenie i pieczenie:)))

      Usuń
    2. Nie taki gupi ten Gugiel.
      Tupaja też robi własne mydła. Kiedyś pokazywała na swoim blogu.

      Usuń
  2. Wiem, że robi :) Ja robię zupełnie inne - klasyczne mydła sodowe, metodą na zimno. Ta metoda jest zupełnie inna: trzeba obliczyć recepturę, zrobić ług, połączyć go z tłuszczami. Po zrobieniu muszą leżakować min. 6 tygodni (pH mydła musi spaść w procesie zmydlania), zanim zacznie się je używać. Z całego procesu powstaje mydło i gliceryna (która zawarta jest w kostkach mydła).

    OdpowiedzUsuń
  3. O tak! Emocje przy pierwszym mydle są niesamowite! Ja robiłam pierwsze z oleju po frytkach.

    OdpowiedzUsuń
  4. I znowu znikła! No jak tak można!

    OdpowiedzUsuń