wtorek, 13 grudnia 2011

Kupujecie stary dom, czyli wszystko może się zdarzyć :)

Obserwując zaprzyjaźnione blogi o remontach starych domów i mając na uwadze własne doświadczenia, pokuszę się na spisanie standardowych sytuacji czyhających na świeżo upieczonych posiadaczy starych domów - ku przestrodze.. :)
1. kupiliście właśnie stary dom....
- część rodziny puka się w czoło - "po co im taki stary dom?!?",
- dom jest cudowny, nieważne, że dach się zapada, a  wilgoć świetnie się rozwija na parterze,
- w pokoju na piętrze odkrywacie stosy ubrań po, zazwyczaj już zmarłym, dawnym właścicielu,
- a w stodole pod prastarym sianem odkrywacie wieloletni składzik butelek po wódce/ occie,
- sąsiedzi częstują Was opowieściami, w którym pomieszczeniu i w jaki sposób zmarł poprzedni właściciel,
- z kolei inni sąsiedzi zagadują Was, czy już znaleźliście w domu te nieprzebrane bogactwa i złoto, które poprzedni właściciel (tak, ten zmarły) pieczołowicie ciułał przez całe życie (potem na strychu odkrywacie potwierdzenie nadania przelewu na wysoką sumę na rzecz pewnej stacji radiowej oraz jej charyzmatycznego właściciela - ojca dyrektora...),
- czekacie na zatwierdzenie projektu i klniecie w żywe kamienie opieszałego architekta (klątwa działa, facet zachorował, wszystko się opóźniło...)
2.  macie  zaplanowany budżet, aby reanimować dom do życia od razu lub na raty (czyli opędzić najpierw niezbędne remonty, a potem stopniowo, w miarę posiadanych środków realizować kolejne etapy remontu). I się zaczyna!
- brak zrozumienia ze strony fachowców - budowlańców (słyszycie coś w ten deseń: "Drogi inwestorze, taniej będzie wybudować nowy dom, po co Państwu taka rudera?" ),
- zagwarantowane macie to, że każdy weekend spędzicie w remontowanej właśnie starej chałupie, niewykluczone, że najbliższy urlop też. Dzieci mogą niekoniecznie być tym faktem zachwycone,
- ciągle myślicie  i nawet śnicie o tej starej ruderze (w sumie to lepiej, że o starej ruderze, a  nie o wyśnionej bogini czy innym bożyszczu tłumów :)),
- okazuje się,  np. przy robieniu odwodnienia, że budżet na bank będzie przekroczony, kombinujecie skąd wziąć pieniądze, nie dosypiacie z nerwów,
- odkrywacie liczną rodzinę spuszczeli zamieszkujących w zabytkowych belkach sufitowych, zastanawiacie się czy uda się Wam żyć w symbiozie razem czy jednak wytruć biedne zwierzątka...
- niespodziewanie na dach wali się drzewo, rujnując go. Z mieszanymi uczuciami zastanawiacie się, kto do licha tak Wam źle życzy i robicie kosztorys. Cała sytuacja zwala Was z nóg, ale dajecie radę! No bo kto da, jak nie Wy?
- mniej więcej równocześnie dowiadujecie się, że rodzina się powiększy, instalacja elektryczna się sfajczyła, a ukochana ciocia właśnie przeszła rozległy wylew,
- podczas remontu kuchni z sufitu wypadają kocie mumie,
- podczas czyszczenia szamba natykacie się w środku na... baranie szczątki (stare szamba zaskakują swoją zawartością...),
- psuje się samochód, pojawiają się niespodziewane wydatki, interes źle idzie - zaciskacie zęby i pchacie ten wózek dalej,
- stajecie się powoli fachowcami z następujących dziedzin: walka z wilgocią, dekarstwo, kładzenie tynków, instalacji elektrycznych, w małym paluszku macie hydraulikę i montaż CO, nie mówiąc o takich banałach jak kafelkowanie czy układanie ceglanej podłogi tudzież paneli, renowację starych mebli też już liznęliście (łącznie z politurą, hihi),
- kryzys zażegany, remont skończony, potomstwo szczęśliwie pojawiło się na świecie, można mieszkać w chacie ! 
3. zamieszkujecie w swoim wymarzonym starym domu :)

I takiego finału wszystkim życzę ! Sobie też :)
Dopisujcie, proszę, sytuacje, które przeżyliście w związku z posiadaniem starego domu, a które  nawet nie przyszły mi do głowy, ani nie śniły się filozofom i fizjologom... :)

środa, 7 grudnia 2011

Lektura z czasów wojny


p.s. nie znalazłam informacji o pisarzu w języku polskim, jest w niemieckiej Wiki o tu
p.s.2. ...i nie muszę dodawać, że książka znaleziona na... strychu :)

sobota, 3 grudnia 2011

Wnętrze - rozważania wstępne

Właściwie do tematu natchnął mnie Przemek. Robiąc dzisiaj z młodą dość długi spacer rozmyślałam na ten temat. No bo tak chyba zazwyczaj jest: kupujemy stary dom, wstępnie go oczyszczamy ze śmieci, kontemplujemy odkryte detale i szczegóły i  skupiamy się w pierwszej kolejności na niezbędnych (mniejszych lub większych) remontach, tak, aby dom  nie niszczał. U nas tak mniej więcej to wyglądało. W międzyczasie, niespodziewanie, musieliśmy wymieniać dach. Ale to chyba tak jest, że czasem stare domy płatają figle (wespół ze starymi kasztanowcami w burzliwych okolicznościach...). 
Jakie sprzęty zastaliśmy we wnętrzu warte zachowania?
W zasadzie żadne. Jest jedna szafa, w bardzo złym stanie, tak złym, że boimy się ją w ogóle ruszyć z miejsca (chyba nóżkę ma poważnie uszkodzoną przez tzw. czas). Szafa kiedyś pewnie stała w innym miejscu, bo nad nią w suficie tkwi pokaźny hak -  taki jak do wieszania półtusz wieprzowych. Ambitnie planujemy podjąć kroki, aby ją uratować, ale nie wiemy czy się uda. I co gorsza, chcemy sami się za to zabrać :)  I jeszcze nie wiemy jak - cenna będzie każda wskazówka. I jeszcze przy okazji  zapytuję o opinię odnośnie tej pozycji: http://semper.istore.pl/pl,product,380791,konserwacja,mebli,zabytkowych.html . Czy warto ją kupić? bo cena trochę mnie powala.
Z tzw. małego agd po poprzedniej właścicielce pozostały (i oczywiście zostawiliśmy je) talerze, kieliszki, kilka kubeczków (wszystko jak najbardziej pochodzi z okresu ostatnich 30 lat), jedna miska i jeden półmisek firmy Villeroy&Boch (zapewne przedwojenne), kilkanaście wieszaków na ubrania, w tym dwa z napisami (wspominałam o nich tu), w stercie starych butelek na tyłach domu znalazłam dwa przedwojenne kieliszki do wina. Aaa, i kilka skrzyneczek (po materiale wybuchowym, z reklamą sklepu).
 Co udało się dotychczas zrobić we wnętrzu domu?
Skupiliśmy się na głównej izbie: usunięcie linoleum i zgniłych desek podłogowych, które spoczywały na legarach, a te na ziemi. Wybraliśmy ziemię, wylewka z izolacją, na to płytki gresowe (mrozoodporne oczywiście), odkrycie pierwotnego sufitu (odkryliśmy wtedy, że nasz dom to grobowiec, krył w sobie kocie mumie). Sufit okazał się być ciemny - jak tabaka w rogu :) Widziałam gdzieś zdjęcia z wnętrza gospody w Gross Iser - tam też sufit był ciemny, więc zapewne ciemne sufity to standard kiedyś w tych okolicach. Muszę dodać, że potem sufit był pokryty farbką o kolorze różowawo - cielistym, a potem go zabito deskami.
tu widać tę farbkę na odkrytym suficie
a tu już bez farbki
 Kolejny krok to skucie mokrych tynków - tak, tak, mokrych...od wilgoci. Zostawiliśmy na trzech ścianach gołe cegły - czas jeszcze pokaże, czy coś z tym jeszcze zrobimy. Na jednej ścianie jest świeży tynk, jeszcze go nie pomalowaliśmy. Przy piecu - niestety współczesnym, na ścianie położone są małe płytki i miejsce na lampę - jeszcze nie znaleźliśmy odpowiedniej, więc straszy goła żarówka :) A propos pieca: od rodziny dawnych właścicieli wiemy, że kiedyś w kuchni stał duży piec, na którym wygrzewały się dzieci :) I tyle. Aaa, usunęliśmy większość warstw farby olejnej z drzwi - okazały się pierwotnie pomalowane transparentną zieloną farbą. Co ciekawe, syn pana Oswalda, który urodził się i wychował w naszym domu, mówi, że za jego czasów drzwi nie były zielone! Wstępnie dobraliśmy się do framug okiennych - pierwsza warstwa  też była zielona. I to tyle.
 I co dalej z tą izbą :) ?
Wstawiliśmy stół (dostaliśmy go od znajomego z Rębiszowa), krzesła (drewniane, nawiązujące trochę wyglądem do zydli, mają ze 20 lat), łóżko (zwykłe, pojedyncze, trafiło do nas aż ze Szwajcarii :) ) i witrynę drewnianą z Jyska, i z sufitu dynda lampa, taka trochę jakby okrętowa z Ikei, i zegar z Jyska. I pożyczone od koleżanki z naprzeciwka krzesełko do karmienia małych dzieci.
tu stół jeszcze w sieni
tu młody siedzi na łóżku, a witrynę przywieźliśmy z naszego mieszkania
a tu  obustronny zegar - polowałam na promocyjną cenę (35 zł)
nad młodą widać lampę - gdy znajdziemy bardziej wiejski żyrandol, lampa trafi do pokoju na górze
 I czekamy na chwilę, gdy wpadnie nam w ręce niewielki kredens kuchenny. Najlepiej z okolicy. Stół zostanie. A reszta wyjdzie z czasem. Na pewno będą to sprzęty bardzo proste, bo już sam sufit wg mnie robi za dużą dekorację całego pomieszczenia. Pod zlew (jeszcze się nie zdecydowaliśmy co do jego wielkości, czy 1 czy 2- komorowy, z jakiego materiału) na pewno będzie osadzony na... stoliku (bez blatu).  Z tej izby wydzielone jest jeszcze małe pomieszczenie - zapewne już w czasach powojennych -  które nazywamy hydrofornią (wiadomo dlaczego). Tu wymarzyłam sobie duży, jednokomorowy zlew gospodarczy, tu będzie też lodówka (mała, biała, z naszego mieszkania). Tu będzie odbywało się mycie naczyń, przygotowywanie większych posiłków. Sufit zabijemy deskami, bo w tym pomieszczeniu  jest w beznadziejnym stanie.
Co do reszty pomieszczeń i wielu kwestii, jak ogrzewanie,  gdzie  będzie finalnie łazienka,  itp. itd. - te wszystkie tematy są przed nami i jeszcze nie mamy ostatecznych wizji. Zastanawiamy się też nad tym, czy w sieni zrobić podłogę kamienną  - z wszechobecnych łupków, czy też  położyć płytki, jak zagospodarować w przyszłości niewielkie pomieszczenie na parterze? na łazienkę za małe, a kiedyś to chyba był tu mini - warsztat. Tyle wątpliwości, pytań! Chyba każdy posiadacz starej chałupy i nie tylko starej tak ma, co?

A na koniec - oto jak  kieliszki z Ikei nawiązują wyglądem do przedwojennych :)
a w kieliszku ? beaujolais nouveau, lubię je :)
p.s. a  powyższe zdjęcie, wbrew tematowi posta, zrobione jest w naszym mieszkaniu :)

poniedziałek, 28 listopada 2011

I znowu to samo, i znowu z niedzieli ...

Uczestnik ostatnio pojechał do Przecznicy, aby wkopać kilka samodzielnie ukorzenionych krzaczorów.  Miał robić sporo zdjęć z tego kopania. Zamiast tego przywiózł zdjęcia widoków z naszego (i nie tylko naszego :) ) ulubionego postoju między Grudzą i Janicami. Tym razem mgieł nie było, ale za to piękne chmury się pojawiły. Oto Karkonosze w chmurach !



p.s. i  zachęcam do zapoznania się z blogiem: http://uranstop.blogspot.com/  dotyczącym planom poszukiwań złóż uranu w gminie Stara Kamienica.

środa, 23 listopada 2011

Karkonosze na przedwojennych pocztówkach

Kiedyś wspominałam  o nieplanowanym i niespodziewanym zakupie kilkunastu przedwojennych pocztówek z Górami Izerskimi i Karkonoszami. Góry Izerskie już pokazałam ( tu ), przyszła teraz pora na Karkonosze. Poniżej kilka widoczków ze Śnieżką w roli głównej, następnie Kocioł Wielkiego Stawu i Śnieżne Kotły.

widoczne tutaj schronisko Prinz - Heinrichbaude już nie istnieje
a to jest moja ulubiona pocztówka :)
a tu widok na dawne schronisko nad Śnieżnymi Kotłami, obecnie mieści się w nim telewizyjna stacja przekaźnikowa

piątek, 18 listopada 2011

Niedzielne widoki między Grudzą a Janicami

Listopad dla mnie to miesiąc bardzo smutny. Drzewa robią się łyse, a otuliny śniegowej zazwyczaj brak. I tak jakoś smutno się nagle robi... Ale nie zawsze. Tę listopadową posępność ratują mgły: poranne, wieczorne i okołopołudniowe :) Wtedy świat wygląda baśniowo...poniżej parę widoczków niczym z  mojej baśni :)