Nie tylko domiszcze jest dla nas ważne, kreujemy sobie też bezpośrednie otoczenie chałupy w różny sposób. Jednym z nich są rośliny. Są to rośliny różniste, bo koncepcję w ogólnym zarysie mamy, natomiast często zmieniają się szczegóły. Bardzo lubię rośliny użytkowe, tj. takie, gdzie jakąś ich część można zjeść lub przetworzyć i zjeść.Wychowałam się plewiąc wraz z mamą gigantyczny ogród warzywny (w którym, nota bene, znajdywałyśmy miniaturowe, poniemieckie porcelanowe laleczki...). Stąd mój pęd do warzywniaka i krzewów owocowych, Uczestnik ma podobne zdanie i - co jest ważne - ma dobrą rękę do wysiewania roślin (bo ze mną bywa źle, czasem rośliny mi umierają, chyba mam złą rękę i...oko). Na włościach mamy też sporo niejadalnych roślin. Poniżej skromny wybór zdjęć fragmentu ruderyjnej ozdobnej zieleni w szacie majowej (oprócz jadalnych poziomek, które ja wsadziłam i przyjęły się!!). Taki zielony "przerywnik"
|
krzaczki poziomek przeżyły kontakt ze mną :) |
|
nasze ulubione trawsko - kostrzewa sina wysiana w szczelinach kamiennego muru (najbardziej siną widziałam na cmentarzu przy grobie, siność uzależniona jest od podłoża...) |
|
|
tu bluszcz i niestety nie wiem co, ale kwitnie na biało |
|
nieco szersze spojrzenie na mur |
|
a tu różne rzeczy :) |
|
patyk wierzbowy, który wsadzony przez Uczestnika, oczywiście puścił korzenie i wygląda na to, że wrósł w przecznicki grunt |
I na razie to tyle. Bez, otulający, jak to się ładnie mówi "brzydką rzecz", czyli słup wysokiego napięcia, już przebrzmiał, pigwowiec zapowiada się owocowo, porzeczki też będą, borówki amerykańskie jakoś nie mogą się rozpędzić...Jednak brakuje mi kasztanowca (pomimo ewidentnych szkód, jakich narobił kończąc burzliwie żywot) - nadawał taki specyficzny klimat...I te owoce, które można było zbierać z dzieckiem dla i do zabawy. Czy dożyjemy podobnego wzrostu np. buka albo iglaków? Wątpię...W wierzbie cała nadzieja, bo ta chyba rośnie dość szybko?
Też tak mam - lubię rośliny, które potem wykorzystuję - czy to w zielarstwie, czy to w kuchni. Chociaż nie - lubię wszystkie rośliny:-))) I gratuluję udanej akcji poziomkowej:-)))
OdpowiedzUsuńdzięki!dopiero gdy ujrzę dojrzałe poziomki to uwierzę w cud ;))
Usuńdożyjecie niewątpliwie;-) w każdym razie wysokości, nie grubości. Czyżbym widziała podrzenia? Białe kwiatki z czymś mi się kojarzą, ale jako bohaterowie drugiego planu są nieco rozmyte... dobrze, że mi przypomniałaś, że już dawno miało być o jadalnych!
OdpowiedzUsuńA takie laleczki- och, jakbym takie znajdowała, to bym została archeologiem... w Moherii były tylko kafle i talerze, we fragmentach.
tak, podrzeń chyba jest:)następnym razem zrobię wyraźne zdjęcie tego białego. O! o jadalnych to ja bardzo chętnie poczytam!
UsuńMiałam (tradycyjnie) zostać nauczycielem historii, ale wyłamałam się - wszystko przez te laleczki...;)))
Poniemieckie porcelanowe laleczki... podobało mi się ;)
OdpowiedzUsuńMy tu tylko jedną wykopaliśmy;(
jeszcze jakieś resztki tych laleczek mam :)
OdpowiedzUsuńJesteś dla siebie za surowa :) poziomki śliczne i cała reszta też!
OdpowiedzUsuńNie inwestujcie (uczuć) w tę wierzbę. Nam się właśnie wiosną 10cio letnia złamała. Niby ogromne, ale słabe drzewo, nie nadaje się w góry. Buk, czereśnia, grusza, od biedy - dąb... może akacja, bo cudnie kwitnie i twarda jak skała. Ja mam kilkunastoletnie lipy. Już jest na co popatrzeć. Można przesadzić nawet kilkumetrowy krzaczek, pomarudzi ze 2 lata, ostre cięcie i ruszy, że będzie pociecha. Na pogórzu też dają radę jakoś :)
OdpowiedzUsuńbuk już jest, jabłonki dwie są.Tylko kiedy toto urośnie,żeby dawać np. konkretny cień? Tempus nam fugituje, dzieciaki rosną, my coraz starsi, a drzewa tak powoli pną się do góry... Czy ta pamiętna burza musiała zniszczyć dom i drzewo? wrr...
UsuńWidać czas był na nie. Nie wszystkie drzewa żyją tak samo długo. Co do cienia - nie wiem jak z bukiem, ale na lipach ostre cięcie wygenerowało 2 metrowe (coroczne) przyrosty, wiec tnijcie, a doczekacie cienia :)
Usuń